Wyszukiwarka

środa, 17 grudnia 2014

Rosjanie lubią procenty

Podniesienie stóp procentowych przez Rosyjski Bank Centralny jest powszechnie uważane za próbę panicznego ratowania rubla, a właściwie tego, co jeszcze z niego zostało. Nie ulega wątpliwości, że w ten sposób rosyjscy ekonomiści zamierzają powstrzymać spadek wartości rosyjskiej waluty poprzez sztuczne podniesienie jej wartości. Rubel już we wtorek przekroczył granicę 100 jednostek za 1 dolara i nadal nie przestaje rosnąć. Mimo tych kroków eksperci stwierdzają, iż rosyjska waluta w niedługim czasie stanie się niewypłacalna. Nie pomogą jej nawet rosyjskie rezerwy walutowe wynoszące ok. 400 mld dolarów, ponieważ dzięki spadkowi wartości kurczy się tym samym realna ilość kruszca w skarbcu. Ponadto, ludzie masowo oddają walutę do kantorów z zamiarem wyczekiwania na odmienną koniunkturę ekonomiczną nad Wołgą. Pytanie tylko: czy się doczekają? 

Gdyby ktoś jeszcze kilka tygodni temu zawyrokował, że sankcje unijne wywołają taką spiralę wydarzeń w Rosji, zapewne nikt by nie uwierzył. A tymczasem, ropa, będąca obok gazu podstawową formą wpływów do budżetu państwa, tanieje, gaz, na skutek zakontraktowania przez kraje europejskie dostaw z Norwegii, również poleciał w dół, eksport też się skurczył. Można powiedzieć, że Rosja jest wzięta w kleszcze i nic nie zapowiada rychłej poprawy. A tylko pozytywny impuls na giełdach lub cofnięcie sankcji mogłoby odsunąć od Rosji widmo bankructwa, o którym mówi się coraz częściej.  

Obecną sytuację Rosji porównuje się z tą z 1998 r., kiedy Moskwa realnie zbankrutowała. Problem w tym, że wówczas nie posiadano takich rezerw złota, jakie Putin obecnie dzierży w swoich rękach. I choć trzeba przyznać, że na długo przy takim rozwoju sytuacji one nie wystarczą, to mogą one wydłużyć agonię rosyjskiej gospodarki i rozhuśtać tym samym nastroje społeczne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz