Wyszukiwarka

wtorek, 30 września 2014

Zwarcie w Hongkongu

Od kilku dni na ulicach miasta panuje napięta atmosfera. Mieszkańcy Hongkongu wyszli na ulice, ponieważ chcą demokratycznych reform. Sprzeciwiają się głównie kwestii wyboru szefa lokalnej administracji. Procedura ta została nałożona na prowincję w Pekinie, a która pozwala wybrać szefa Hongkongu według kryteriów chińskich. Kością niezgody jest także obecność turystów w mieście, których, zdaniem miejscowych, przyjeżdża o wiele za dużo. Według rachunków, na jednego mieszkańca Hongkongu przypada aż 10 turystów.

Hongkong ma zapewnioną szeroką autonomię do 2047 r. Ustalono ją w 1997 na 50 lat, a której podlega wolność prasy, sumienia, słowa, możliwość wyboru własnych kolegialnych organów ustawodawczych. Prowincja podlega metropolii tylko pod względem bezpieczeństwa i polityki międzynarodowej. 

Skąd zatem te zamieszki? Hongkong przejawia tendencje wolnościowe, a Pekin chce je zacieśnić. Znając sposób prowadzenia polityki przez Chińczyków, możemy spodziewać się zbrojnej pacyfikacji. Postawiłoby to na szali stosunki z państwami trzecimi, jednak po pewnym czasie wszystko wróciłoby do normy, tak jak w sytuacji z Tybetem. Znacznie mniej prawdopodobny jest scenariusz pokojowy, który może ponadto doprowadzić do pobudzenia tendencji odśrodkowych w innych częściach państwa.

Chińczycy za wszelką cenę chcą podtrzymać centralizację kraju i nie dopuszczać do nadmiernego wzrostu separatyzmów. A sytuacji do tego jest co niemiara: praktycznie każdy region stanowił dawniej odrębne państwo. Dlatego najważniejsze jest podtrzymanie obecnego kursu politycznego, który zapewnia wzrost koniunktury w ciężkich czasach/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz