Wyszukiwarka

środa, 31 grudnia 2014

Coroczne problemy z pacjentami

Polskie media obiegła kolejna afera związana z przyszłorocznymi limitami przyjęć pacjentów. Minister zdrowia, Bartosz Arłukowicz, nie był w stanie porozumieć się z lekarzami zrzeszonymi w Porozumieniu Zielonogórskim, wskutek czego pacjenci leczący się u lekarzy należących do tego stowarzyszenia mogą mieć ogromne problemy z przyszłymi wizytami lekarskimi. Skutkiem tych problemów będzie wydłużenie i tak napęczniałych do granic możliwości kolejek.

Po raz kolejny widzimy, co myśli obecna władza o Polakach. W sytuacji, gdy brak porozumienia rodzi widoczny konflikt na linii lekarze - ministerstwo, każde nierozważne zerwanie rozmów przez jedną bądź drugą stronę rodzi niewesołe perspektywy. Czy minister zdrowia zdaje sobie sprawę z powagi jego czynu? 

Cała nadzieja w lekarzach. Może bowiem wydarzyć się także i tak, że mimo nieporozumienia z ministrem Arłukowiczem, pacjenci będą przyjmowani dalej w regularnym trybie. Miejmy nadzieję, że misja lekarzy i chęć pomocy przezwycięży upór ze strony władzy, która zostanie rozliczona w maju i listopadzie 2015 r.

niedziela, 28 grudnia 2014

Zacznijmy czcić zwycięstwa!

Dziś bardzo ważna rocznica w dziejach Polski XX-wiecznej. To właśnie tego dnia, 27 grudnia 1918 r., wybuchło Powstanie Wielkopolskie. Wywołane zostało poprzez patriotyczny impuls, jakiemu ulegli poznaniacy po przybyciu Paderewskiego i jego wizycie w hotelu "Bazar". Przez półtora miesiąca Armia Wielkopolska, nie patrząc na przebieg obrad w Wersalu i nieprzychylną propagandę Zachodu, walczyła o to, by Wielkopolska - kolebka Polski - wróciła do macierzy. I 16 lutego 1919 r., podpisując w Trewirze rozejm, udało się to wykonać.

W związku z tym zastanówmy się nad zasadnością pewnej kwestii. Dlaczego czcimy klęski, a tak mało wiemy o naszych wielkich zwycięstwach. Powstanie wielkopolskie, powstania śląskie, powstanie sejneńskie - to tylko część z tych wszystkich, które wygraliśmy! Z czego wynika ten kult porażek? Nie ulega wątpliwości, że jeżeli chcemy zbudować zdrowe podwaliny polskości, której nam wyraźnie brakuje od 1945 r., musimy zwrócić większą uwagę na to, co nas stworzyło, co przyczyniło się do wytworzenia naszej narodowej historii, z której teraz powinniśmy być dumni. Odwróćmy się od tego, co przyczynia się do naszych narodowych kompleksów, a co w gruncie rzeczy przekłada się na krzywy obraz Polski w świecie. Stwórzmy lepszy kraj oparty na historii w pozytywnym znaczeniu!

Mimo iż to tylko rozpaczliwy apel, wierzę, iż w niedługim czasie zostanie on wysłuchany. Już teraz bardzo łatwo, zwłaszcza wśród młodych, można zauważyć ten renesans historyczny, który może z czasem przekształcić się w potężny kult polskości. Czyli stanie się to, do czego dążymy my, konserwatyści - powstanie Polska o silnej świadomości kulturowej i historycznej.


piątek, 26 grudnia 2014

Wizerunkowy blamaż USA

Po 13 latach obecności w Afganistanie amerykańska armia oficjalnie zaprzestała prowadzenia działań zbrojnych na terenie tego kraju. Nie mówiąc już o liczbie ofiar, Stany Zjednoczone poniosły największą klęską nie tyle militarną, o ile dyplomatyczną. Wycofanie się z terenu owładniętymi walkami bez osiągnięcia zamierzonych rezultatów jest niczym innym jak rezygnacją z własnych planów. 

Warto zauważyć, iż jest to bodaj pierwsza taka sytuacja w historii USA. Nigdy wcześniej, patrząc przekrojowo na dziejowe wydarzenia tego kraju, Stany Zjednoczone nie były zmuszone do wycofania się z danej misji bez osiągnięcia rezultatów. Nie ulega wątpliwości, iż takie zachowanie znacząco nadweręży wizerunek tego państwa w oczach innych kraju jako gwaranta międzynarodowego ładu.

Widać wyraźnie, iż takowa sytuacja nie jest dziełem przypadku. Kryzys państwowy na skutek socjalistycznych reform Obamy, utrata I miejsca w światowym rankingu największych gospodarek i teraz to. Nie ulega wątpliwości, iż na naszych oczach dokonuje się zmiana panującego porządku światowego. Pytanie brzmi: jak to wszystko teraz będzie wyglądało?

czwartek, 25 grudnia 2014

Koalicja PiS i KNP? To możliwe!

W ostatnim wywiadzie dla portalu wPolityce.pl prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński,  zapowiedział, że nie wyklucza koalicji z Kongresem Nowej Prawicy po przyszłych wyborach parlamentarnych. Ponadto stwierdza, że w tej chwili "numerem 1" w partii jest kandydat na prezydenta, Andrzej Duda, i to właśnie wokół niego będzie obracać się polityka Prawa i Sprawiedliwości wobec wszelkich dziedzin działalności politycznej.

Nie ukrywam, że zapowiedź sojuszu z KNP bardzo mnie ucieszyła. Nie dlatego, że w innym przypadku nie byłoby możliwe zmontowanie przyszłej koalicji rządzącej, biorąc pod uwagę sondaże prezentujące preferencje polityczne wyborców. Obecna sytuacja w Polsce wymusza od konserwatystów wszelkiej maści zjednoczenia się w jednym celu - zablokowaniu rozlewu politycznie poprawnej propagandy, która owładnęła mózgami milionów Polaków i z pewnością owładnie jeszcze drugie tyle umysłów. Konieczność taka wymusza grupowanie wszelkich sił zachowawczych wokół największej partii prawicowej, ponieważ bez takiego zabiegu wszelkie siły mogące się przeciwstawić, będą skierowane w próżnię.

Teraz czekamy na ruch Janusza Korwin-Mikkego. Miejmy nadzieję, że głupie przepychanki i urojone waśnie nie ulegną rozumowi i czystej kalkulacji i już w przyszłym roku będziemy mogli świętować odrodzenie patriotyczne nad Wisłą.

wtorek, 23 grudnia 2014

Wigilia Prawa i Sprawiedliwości w Radomiu


22 grudnia br. w Dworku Saskim w Radomiu odbyło się spotkanie opłatkowe radomskiej rodziny Prawa i Sprawiedliwości. Odbyło się ono w świątecznej atmosferze, przy cichym graniu kolęd oraz z uśmiechami na ustach wszystkich zebranych, którzy z radością oczekiwali na pozostałych gości. Przewodniczący radomskiego PiSu, Poseł Marek Suski, oraz inni parlamentarzyści składali wszystkim zgromadzonym życzenia wesołych i spokojnych świąt Bożego Narodzenia oraz wszelkiej pomyślności w Nowym Roku, a także wygranej w wyborach prezydenckich i parlamentarnych.

W tym momencie ja również, natchniony magią zbliżających się świąt, chciałbym życzyć wszystkim moim Czytelnikom radosnych świąt Narodzenia Pańskiego oraz wszystkiego, co najlepsze w przyszłym, 2015 roku. Szczęść Boże!

środa, 17 grudnia 2014

Rosjanie lubią procenty

Podniesienie stóp procentowych przez Rosyjski Bank Centralny jest powszechnie uważane za próbę panicznego ratowania rubla, a właściwie tego, co jeszcze z niego zostało. Nie ulega wątpliwości, że w ten sposób rosyjscy ekonomiści zamierzają powstrzymać spadek wartości rosyjskiej waluty poprzez sztuczne podniesienie jej wartości. Rubel już we wtorek przekroczył granicę 100 jednostek za 1 dolara i nadal nie przestaje rosnąć. Mimo tych kroków eksperci stwierdzają, iż rosyjska waluta w niedługim czasie stanie się niewypłacalna. Nie pomogą jej nawet rosyjskie rezerwy walutowe wynoszące ok. 400 mld dolarów, ponieważ dzięki spadkowi wartości kurczy się tym samym realna ilość kruszca w skarbcu. Ponadto, ludzie masowo oddają walutę do kantorów z zamiarem wyczekiwania na odmienną koniunkturę ekonomiczną nad Wołgą. Pytanie tylko: czy się doczekają? 

Gdyby ktoś jeszcze kilka tygodni temu zawyrokował, że sankcje unijne wywołają taką spiralę wydarzeń w Rosji, zapewne nikt by nie uwierzył. A tymczasem, ropa, będąca obok gazu podstawową formą wpływów do budżetu państwa, tanieje, gaz, na skutek zakontraktowania przez kraje europejskie dostaw z Norwegii, również poleciał w dół, eksport też się skurczył. Można powiedzieć, że Rosja jest wzięta w kleszcze i nic nie zapowiada rychłej poprawy. A tylko pozytywny impuls na giełdach lub cofnięcie sankcji mogłoby odsunąć od Rosji widmo bankructwa, o którym mówi się coraz częściej.  

Obecną sytuację Rosji porównuje się z tą z 1998 r., kiedy Moskwa realnie zbankrutowała. Problem w tym, że wówczas nie posiadano takich rezerw złota, jakie Putin obecnie dzierży w swoich rękach. I choć trzeba przyznać, że na długo przy takim rozwoju sytuacji one nie wystarczą, to mogą one wydłużyć agonię rosyjskiej gospodarki i rozhuśtać tym samym nastroje społeczne.

poniedziałek, 6 października 2014

Czas na zmianę warty?

Prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński, zapowiedział, że jeżeli jego partia przegra wybory w przyszłym roku, odejdzie ze stanowiska jej prezesa. Ta wypowiedź podgrzała atmosferę i natychmiast ruszyła karuzela nazwisk osób, które mogłyby go zastąpić. Kandydatów jest wielu, lecz, o dziwo, nie jest to żaden polityk z najbliższego otoczenia prezydenta.

Bardziej ciekawym faktem jest, jaki będzie PiS w momencie, kiedy zmiana warty będzie rzeczywistością. Nie chcę tu mówić, że Prawo i Sprawiedliwość nie wygra wyborów - jest na to szansa ogromna - ale przecież prędzej czy później Jarosław Kaczyński będzie musiał odejść. Co stanie się wtedy ze strukturą wewnętrzną partii? Czy ulegnie rozkładowi?

Jeżeli szefem zostałby ktoś z otoczenia prezesa i mający jego zaufanie, partii nie grożą żadne większe perturbacje. Osoba, który dostanie realnym mandat od odchodzącego wówczas prezesa będzie miała w swoim ręku najlepsze karty. Jeżeli natomiast będzie to nowa osoba, będzie trzeba obserwować sytuację z dużą dozą prawdopodobieństwa walki o schedę, a to może skończyć się dla partii tragicznie.

Teksty będę teraz pisał bardzo nieregularnie ze względu na natłok zajęć na uczelni. Za niedogodności przepraszam i mam nadzieję, że stali czytelnicy mi wybaczą i nie przestaną zaglądać na mojego bloga.

piątek, 3 października 2014

Polityk zmiennym jest

Ostatnimi czasy dużo szumu narobiło szumu oświadczenie Janusza Palikota, że "nie wyklucza powrotu do Platformy Obywatelskiej". Bardzo łatwo można wyobrazić sobie poczucie rozgoryczenia osób popierających Twój Ruch, jednak sami są sobie winni. Zaufać komuś takiemu jak osoba, która kilka lat temu publicznie przyznawała się do gorącej wiary w Boga, a teraz mogłaby spalić wszystkie egzemplarze Biblii, jest karkołomnym zadaniem.

Dosyć często mówiło się, że Ruch Palikota, a potem Twój Ruch jest przybudówką Platformy, która ma przyjmować głosy tych wyborców, którzy odeszli od PO, by w ten sposób zachować cyrkulację w obozie władzy. Dzisiejsze oświadczenie Palikota zdaje się potwierdzać te zamiary. Jeszcze kilka dni temu szef Twojego Ruchu gorąco krytykował zamiary rządu odnośnie polityki społecznej, a wczoraj resztką swoich posłów zdecydował się poprzeć powstający rząd premier Kopacz.

Liczę na to, że Palikot przejdzie do Platformy. Bo w takim przypadku pójdzie razem z tą partią na dno. I ciekawe, co wtedy zrobi? Czy przyłączy się do SLD? A tak wiele razy mówił, że SLD nie jest w obrębie jego zainteresowań.

czwartek, 2 października 2014

O sztuce gestu w polityce

Wszelkie media w Polsce i na całym świece zelektryzowała wiadomość o "pogodzeniu" się Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim. Wszyscy polityczni komentatorzy od prawa do lewa byli zaszokowani tym, iż prezes PiSu postanowił odpowiedzieć na wezwanie premier Kopacz. Nie wiem, czy to, co zrobił Kaczyński było wyrachowaną decyzją czy tylko dobrodusznym gestem, ale z pewnością było niezwykle interesujące. Nie wiem, czy szef PiSu sobie zdaje sprawę, że w ten oto sposób ugrał przed przyszłymi wyborami więcej niż przed wszelkimi innymi głosowaniami.

Od teraz Kaczyński będzie uznawany za człowieka, który pierwszy wyciągnął rękę do zgody i to on zakończył ten odwieczny spór. W ten oto sposób wytrącił z rąk wszelkim liberałom argument, iż jest to człowiek nieobliczalny i nie mający poczucia szacunku dla przeciwnika. To znakomity początek kampanii samorządowej. Lepszy, niż ktokolwiek inny mógłby sobie wyobrazić.

Jeżeli chcą Państwo potwierdzenia moich słów, proszę przejrzeć najbliższe sondaże. PiS wyprzedzi PO o jakieś2 2-3%. Jeżeli Prawo i Sprawiedliwość poprowadzi dalej kampanię w sposób rozważny, to zwycięstwo w listopadzie jest gwarantowane.

środa, 1 października 2014

Kto kandydatem na prezydenta z ramienia PiSu?

Prawo i Sprawiedliwość ma niemały problem z obsadzeniem stanowiska kandydata na prezydenta. Pośród kandydatów wymieniano wiele nazwisk, jednak najnowszym jest osoba Jarosława Gowina. Byłoby to niezwykle ciekawe posunięcie, zważywszy na fakt, iż jest on przedstawicielem środowiska, które niedawno przyłączyło się do PiSu, zatem nie jest  stałym przedstawicielem partii i nie posiada takiej pozycji i wpływu wewnątrzpartyjnego, jaki powinien mieć kandydat wystawiony przez całą partię.

Wystawienie kandydatury Gowina na to stanowisko świadczy o tym, iż środowiska, które zostały przyjęte do Prawa i Sprawiedliwości zdobywają coraz szersze pole do działania wewnątrz ugrupowania. Pomijając fakt, iż partia w ten sposób zmieni nieco swoje gospodarcze poglądy na rozwój ekonomiczny kraju, ten fakt daje nam przypuszczać, iż następuje powolna, ale pełna konsolidacja obozu prawicowego stanowiącego przeciwwagę dla obecnej lewicowo-liberalnej większości parlamentarnej.

Miejmy nadzieję, iż ten przełom wskazuje wyraźnie na zmianę w polskiej polityce. Zmianę gruntowną, pełną i permanentną. Tylko w ten sposób Polska może dokonać moralnego odnowienia, która wydźwignie nas na należne nam miejsce w Europie i świecie.

Postępowej komedii ciąg dalszy

Grupa posłów, która ostatnimi czasy opuściła Twój Ruch zapowiada utworzenie kolejnej partii politycznej. Według nich, w Polsce istnieje "ogromne" zapotrzebowanie na lewicę liberalną. Pomijając fakt, iż polskie społeczeństwo na szczęście nie życzy sobie kolejnych postępowców u nas w kraju, te słowa są co najmniej śmieszne.

Spadające sondaże Twojego Ruchu są dobitnym tego przykładem. Dzieląc się, jeszcze bardziej przyczyniają się do tworzenia z siebie i swojej przyszłej partii kolejnego politycznego planktonu, który nie będzie miał nic do gadania w polityce. Zamiast iść do SLD, który zdobywa w kolejnych sondażach, ci chcą ku swojej uciesze prowadzić urojoną walkę o "wolność". 

Dla nas to dobrze, że nie chcą przyjść do Sojuszu. W ten sposób sami sobie uniemożliwiają wpływ na społeczeństwo i tym samym utwardzają społeczeństwo w konserwatywnym sposobie istnienia. Jestem niemal pewny, iż to środowisko znowu się będzie dzielić, i dzielić, i dzielić, i dzielić...

A my spokojnie i powoli obserwujmy to, co się tam dzieje. I śmiejmy się z kolejnych idiotycznych wyczynów telewizyjnych "pseudopostempowców".

wtorek, 30 września 2014

Zostaliśmy sami

Od NATO popłynęła wszelkimi kanałami pewna informacja zasłyszana wczoraj w kuluarach organizacji, a przekazana nam przez gen. Polkę: "NATO nas nie obroni. To tylko puste deklaracje. W razie ewentualnego konfliktu zostaliśmy sami."

Ile jeszcze trzeba Polakom tłumaczyć, by zrozumieli podstawowe prawidła rządzące polityką i historią? Podobno dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki. Wypadki naszego kraju pokazują jednak inaczej. Scenariusz 1939-bis jest coraz bliżej. I mimo iż nie wierzę w agresję Rosji z jednego powodu - ona sama ma na swoim podwórku dużo problemów, które byłyby dodatkowo spotęgowane okupacją Polski - nie mogę przestać być obojętnym na kompletną ignorancję Polaków w kwestiach politycznych.

Najwyższy czas na zmianę stron! Należy w końcu przejąć inicjatywę dyplomatyczną i pod swoimi auspicjami rozwijać blok polityczny stanowiący przeciwwagę dla Wschodu. Tylko te narody, które rozumieją nasze klęski, nasze zwycięstwa, które myślą tak samo, jak my, są w stanie być dla nas dobrymi sojusznikami. I, co najważniejsze, będą to państwa leżące relatywnie blisko nas, nasi sąsiedzi, a nie jacyś wyimaginowani sojusznicy zza siedmiu mórz.

Zwarcie w Hongkongu

Od kilku dni na ulicach miasta panuje napięta atmosfera. Mieszkańcy Hongkongu wyszli na ulice, ponieważ chcą demokratycznych reform. Sprzeciwiają się głównie kwestii wyboru szefa lokalnej administracji. Procedura ta została nałożona na prowincję w Pekinie, a która pozwala wybrać szefa Hongkongu według kryteriów chińskich. Kością niezgody jest także obecność turystów w mieście, których, zdaniem miejscowych, przyjeżdża o wiele za dużo. Według rachunków, na jednego mieszkańca Hongkongu przypada aż 10 turystów.

Hongkong ma zapewnioną szeroką autonomię do 2047 r. Ustalono ją w 1997 na 50 lat, a której podlega wolność prasy, sumienia, słowa, możliwość wyboru własnych kolegialnych organów ustawodawczych. Prowincja podlega metropolii tylko pod względem bezpieczeństwa i polityki międzynarodowej. 

Skąd zatem te zamieszki? Hongkong przejawia tendencje wolnościowe, a Pekin chce je zacieśnić. Znając sposób prowadzenia polityki przez Chińczyków, możemy spodziewać się zbrojnej pacyfikacji. Postawiłoby to na szali stosunki z państwami trzecimi, jednak po pewnym czasie wszystko wróciłoby do normy, tak jak w sytuacji z Tybetem. Znacznie mniej prawdopodobny jest scenariusz pokojowy, który może ponadto doprowadzić do pobudzenia tendencji odśrodkowych w innych częściach państwa.

Chińczycy za wszelką cenę chcą podtrzymać centralizację kraju i nie dopuszczać do nadmiernego wzrostu separatyzmów. A sytuacji do tego jest co niemiara: praktycznie każdy region stanowił dawniej odrębne państwo. Dlatego najważniejsze jest podtrzymanie obecnego kursu politycznego, który zapewnia wzrost koniunktury w ciężkich czasach/

poniedziałek, 29 września 2014

Time-out Poroszenki

W wywiadzie dla ukraińskiej telewizji 1+1 prezydent Ukrainy, Petro Poroszenko, zapowiedział, iż nie będzie jego przyzwolenia na przeobrażenie się Ukrainy w federację. Mówi, iż pragnie jedności i integralności wszystkich ziem wchodzących w skład państwa ukraińskiego, a wszelkie plotki na ten temat stanowczo dementuje. Jak te słowa mają się do zapowiedzi o nadaniu Donbasowi specjalnego statusu?

Właśnie, czy zauważają Państwo sprzeczność bijącą ze słów Poroszenki? Przecież niemożliwością jest, by w tak krótkim odstępie czasu wypowiedzieć tak dwie, znacznie różniące się od siebie merytorycznie, wypowiedzi. Powodów może być kilka. Poroszenko - lub jego PR-owcy - zwyczajnie się pomylili, sam Poroszenko nie dostrzega wagi wypowiedzianych przez niego słów lub poczuł się na tyle mocny, by odważyć się na takie słowa.

O ile dwa pierwsze przypadki są postrzegane w ramach "rzeczy ludzkich", o tyle ten trzeci jest niezwykle interesujący. No bo jak wytłumaczyć ten nagły zwrot w retoryce prezydenta Ukrainy? Dajmy sobie trochę czasu, a wyjaśnimy nasze wątpliwości.

Polskie najlepsze!

Kontynuując temat podjęty w moim porannym wpisie, chciałbym Państwu pokazać, iż Polska na ma się czego wstydzić w dziedzinie produkcji maszyn komunikacyjnych. Jesteśmy jednym z krajów najlepiej rozwiniętych w tym kierunku. I mimo iż czas, który zniszczył tysiące PRL-owskich fabryk, to nie jesteśmy krajem zupełnie pozbawionym potencjału.

Oprócz wspomnianej przeze mnie PESY mamy jeszcze Newag i Solarisa. Są to firmy znane na rynku światowym, a z których usług korzysta wiele państw nie tylko z naszego kontynentu, ale także z całego świata - nawet Chińczycy korzystają z naszych usług. Niewątpliwie stworzenie pewnej bazy produkcyjnej w postaci tych firm pomogłoby przy interesującym planie rozwojowym odbić się polskiej gospodarce od dna, ale na to trzeba czasu. 

Te przykłady dokładnie pokazują, iż Polak, mimo ciężkich warunków, potrafi. Szkoda, że rodzimy kraj nie korzysta z dobrodziejstw narodowego bogactwa. Miejmy nadzieję, że w niedługim czasie się to zmieni.

niedziela, 28 września 2014

Nieracjonalne kolejnictwo

Jakiś czas temu głośno było na temat kuriozalnej, według mnie, sytuacji, która miała miejsce w Polskich Kolejach Państwowych. Nie chodzi mi tu o kolejne zmiany rozkładów jazdy pociągów, opóźnienia lub premie dla odchodzących szefów. Otóż jakiś czas temu zakupiono - nie wiem dokładnie ile - pociągi Pendolino do użytkowania ich na naszych torach. Szybko jednak okazało się, iż w polskich warunkach mogą one kursować z prędkością 140 km/h i to przy pewnych warunkach pogodowych. Pojawiły się także wątpliwości co do ich stanu technicznego, dzięki czemu wypuszczono jeden pociąg na polskie tory.

Niedawno dowiedziałem się, iż Polska także produkuje pociągi. W Toruniu. Nazywają się PESA. Przeczytałem, iż ta marka zdobywa nagrody w światowych konkursach kolejowych dot. użyteczności, prędkości i funkcjonalności pociągów. W niektórych przypadkach - może nawet w większości - wygrywa w zmaganiach technicznych z Pendolino. 

Pytanie jest proste: dlaczego kupujemy obce, a nie dbamy o swoje? Czy wolimy przepłacać za sprzęt gorszej jakości niż wspierać polski kapitał? Czy stoją za tym pewne umowy polityczne? Zostawiam Państwa dziś rano z tymi refleksjami.

Rosja potęgą gospodarczą?

Dwie ważne firmy rosyjskie znalazły na Arktyce kolejne złoża ropy naftowej. Propagandziści kremlowscy mogą zatem odtrąbić kolejny sukces. Jednak w tym przypadku sukces jest w pełni zasłużony. Nie dlatego, że to wyimaginowany aspekt wyobraźni posłusznych Putinowi osób, lecz sam fakt ewentualnych skutków tak ważnego wydarzenia może być odczuwalny dla całej Europy. Dzięki odkryciu nowych złóż surowca Rosja może być potęgą w dziedzinie paliw kopalnych.

To kluczowe w przypadku wybuchu ewentualnego kryzys w tym kraju, który mógłby być spowodowany sankcjami. Dzięki zyskom ze sprzedaży ropy oraz manipulowaniu cen energii Rosja może wyrządzić niemałe szkody światowej gospodarce. Putin jest ambitnym graczem w tej dziedzinie i dobrze wie, jakie instrumenta ma w swojej mocy. Dzięki nim może powodować konflikty na całym świecie, stwarzać atmosferę grozy i strachu, a także stwarzać pozory niebezpieczeństwa.

Jaki z tego wniosek dla Polski? Trzeb zająć neutralne stanowisko w sprawie Rosji i budować regionalną potęgę, która może się przeciwstawić Moskwie. Historia pokazała, iż na Zachód nie mamy co liczyć. Najlepiej zrozumieją nas ci, którzy są do nas podobni.

sobota, 27 września 2014

Prorosyjskie lobby w Europie

Premier Czech, Milos Zeman, oświadczył, iż sankcje nałożone na Rosję nie pomogą, a wręcz pogorszą sytuację ekonomiczną państw Zachodu. Tym samym dołączył do grupy państw - m.in. Węgry, Słowacja, Niemcy, Francja - które sceptycznie podchodzą do dalszego zaogniania stosunków z Moskwą. Ponadto, pojawiła się informacja, że na terenie Łotwy przybywa osób legitymujących się rosyjskim obywatelstwem. Według komentatorów, taki stan sygnalizuje zamiary Rosji co do aneksji tego kraju.

Widać wyraźnie, iż w Europie powoli dokonuje się zmiana sojuszy.  Coraz więcej państw pragnie ułożenia stosunków z Rosją i powrotu do ich normalizacji. Ukraina została już poświęcona, zatem czekamy na dalsze kroki Putina. Widać, że następnym nie będzie Polska, ale państwa bałtyckie. To logiczne, ze względu na płaszczyznę geopolityczną, a także historyczną. 

Czy jednak Polacy mają się czego obawiać? Wątpię. Gra Rosji to typowa rozgrywka mająca na celu poprawę stosunków wewnętrznych oraz umocnienie swojej pozycji na świecie. Co się za tym kryje? Historia pokazała, że zazwyczaj słabość państwa i jego samoistna zdolność do rozkładu. Rosyjski politolog, Wiktor Suworow, powiedział, iż Rosja nie wytrzyma w obecnym stanie dłużej niż 10-15 lat. Kto wie, jak straci Syberię w niedługim czasie, to może nawet i krócej?

Milenijne wyświetlenie na blogu!

Wczoraj, po 14 dniach funkcjonowania mojego bloga, miało miejsce tysięczne wyświetlenie witryny. Serdecznie dziękuję Państwu za zaufanie i proszę o więcej. Jeśli Państwo czytacie moje teksty, to jest to dla mnie motywacja, by dalej funkcjonować i rozwijać się. Dziękuję!

Europejskie wojaże Schetyny

Nowy minister spraw zagranicznych, Grzegorz Schetyna, rozmawiał w Berlinie z tamtejszym szefem Auswärtiges Amt, Frankiem Walterem Steinmeierem. Jak donoszą gazeta, dyskutowano m.in. o współpracy obu krajów na szczeblu europejskim oraz sąsiedzkim. W następną podróż Schetyna pojedzie do Paryża, gdzie będzie się starał nawiązać przychylne stosunki z tamtejszym odpowiednikiem.

Wygląda na to, iż nasz nowy szef MSZ nie chce, by uważano go za nieroba i jeździ dla poprawienia sobie notowań w kraju. Bo chyba nikt z nas nie wierzy, że swoimi działaniami Schetyna może coś wskórać? Dzieje się tak choćby ze względu na fakt, iż Polska coraz częściej jest marginalizowana na arenie międzynarodowej, co dobitnie pokazała sprawa ukraińska. Ponadto wszelka współpraca w ramach Trójkąta Weimarskiego przybrała formę układu bilateralnego, wykluczającego z jej obszaru działań Warszawę. 

Co by tu jednak złego o politykach PO nie mówić, nie jest to jednak wina Schetyny. Po prostu dyplomacja europejska jest ustawiona tak, by wszelkie decyzje w każdej sprawie podejmowały tylko Paryż i Berlin. Dlatego nie należy zabiegać o pozycję w tej grupie, ponieważ wszelkie nasze prośby nie zostaną rozpatrzone. Lepiej skupić się na budowaniu sojuszu państw Europy Wschodniej, który może stanowić przeciwwagę zarówno dla Zachodu, jak i dla Europy.

piątek, 26 września 2014

Walka z krakowskimi bandytami

Kandydat na prezydenta Krakowa, Marek Lasota, ujawnił swoje zamiary odnoszące się do poprawienia bezpieczeństwa miasta w przypadku, gdy zostanie on wybrany na urząd pierwszego obywatela miasta. Nie od dziś wiadomo, iż Kraków, dzięki wzrastającemu zagrożeni bandytyzmem na ulicach, staje się w oczach potencjalnych turystów miejscem niewartym odwiedzenia. Mówi się nawet, iż maczeta - popularna broń ręczna - staje się nowym symbolem stolicy Małopolski.

Lasota krytykuje dotychczasowego prezydenta, Jacka Majchrowskiego, który, jego zdaniem, nie robi nic, by na ulicach Krakowa było nieco spokojniej. By przeciwstawić się obecnemu zastojowi w tej dziedzinie Lasota proponuje zwiększenie ilości kamer monitorujących przestrzeń miejską, pobudzenie aktywności sportowej młodzieży poprzez budowę nowych obiektów, wprowadzenie nowych tendencji w polityce antynarkotykowej w szkołach oraz zwiększenie liczby patroli policyjnych oraz Straży Miejskiej. 

Trzeba przyznać, iż program ciekawie wyglądający, a dodatkowo podparty licznymi doświadczeniami. Jeżeli chcą Państwo się z nim zapoznać, proszę kliknąć w link.

Zmierzch postępowości

W dniu dzisiejszym z partii Twój Ruch odszedł kolejny poseł - Henryk Kmiecik. Nie sposób doliczyć się, ile osób zrezygnowało już z członkostwa w tej partii. Przyczyną tego jest katastrofalny wynik TR, który w wyborach do Parlamentu Europejskiego nie przekroczył progu, a w najnowszym sondażu zdobył zaledwie 1%. Mimo iż ta partia wypłynęła na gruncie bezosobowych reform mających przybliżać kraj ku "nowoczesności", coraz więcej ludzi oczarowanych znakomitymi poselskimi perspektywami odchodzi w poszukiwaniu lepszych ofert.

Tak słabe wyniki i kolejne odejścia posłów są znakami kilku ważnych sytuacji. Po pierwsze, Twój Ruch przestał podobać się wyborcom i coraz bardziej zaczyna być uważany przez nich za zgraję postępowych idiotów, którzy za wszelką cenę próbują wcielić siłowo swoje rozwiązania. Widać wyraźnie, że na coś takiego w Polsce przyzwolenia nie ma. Polska, jako jeden z nielicznych krajów w regionie, nie poddał się zgubnej modzie europeizacji i nadal trwa na pozycji przedmurza chrześcijaństwa.

Po drugie, sami posłowie, którzy przyłączali się do Twojego Ruchu myśleli, że współpraca będzie wyglądała nieco inaczej. Właśnie z tego powodu do Palikota przychodzili gospodarczy liberałowie, licząc na to, że w końcu nastąpi odnowa stosunków gospodarczych. U Palikota byli także lewicowcy, upatrujący w przywódcy powrotu do socjalistycznych korzeni. Widać grupka wcale niemała. Jednak prawdziwego charakteru politycznego nigdy się nie ukryje. A sam Janusz Palikot dowiaduje się o tym właśnie teraz. Kiedy notowania jego partii lecą na łeb, na szyję.

czwartek, 25 września 2014

Koniec wojny?

Premier Ukrainy, Arsenij Jaceniuk, apeluje do państw Zachodu, by utrzymywały swoje sankcje oraz nakładały kolejne. W jego opinii, dzięki tym sankcjom Rosja podupada gospodarczo oraz umacniają się nastroje antywojenne. Jaceniuk nie zwraca jednak uwagi na fakt, iż reszta krajów powoli zaczyna oddalać się od Ukrainy i jest zdolna poświęcić wschodnią Ukrainę tylko po to, by zapanował dalej pokój i choć na chwilę powstrzymać zagrożenie.

Polityka ta jest niezmiernie racjonalna. Państwo na pierwszym miejscu powinno stawiać interes narodowy, a nie chęć do pomocy innym w zagrożonej sytuacji. Taka jest polityczna logika i dziwię się, że Ukraińcy nie zdają się tego spostrzegać. Do przewidzenia było, iż na dłuższą metę zostaną sami, a czas działa na ich niekorzyść. 

Nauka płynie z tego także dla nas. Nie należy nazbyt popadać w euforię w stosunku do Zachodu. W każdej kwestii, ale najbardziej kwestii politycznej. W ewentualnym konflikcie polsko-rosyjskim - choć w taki nie wierzę -  będziemy zdani sami na siebie. Tak jak w 1939 r.

środa, 24 września 2014

Euro wiecznie żywe

Ostatnio do przestrzeni publicznej wrócił temat przyjęcia w Polsce europejskiej waluty. Stało się tak za sprawą Bronisława Komorowskiego, który chcąc wykorzystać w naszym kraju ciężką sytuację polityczną i gospodarczą zobaczył szansę na taki krok. Niemal natychmiast wtórował mu Janusz Palikot z Twojego Ruchu, który stwierdził, iż taki ruch przybliżyłby Polskę do Europy.

Pytanie tylko, czy warto przybliżać się do takiej Europy? Zlaicyzowanej, o zatraconym poczuciu tożsamości, federalnej, multikulturalnej. Europa w obecnym kształcie, na skutek rewolucji seksualnej w 1968 r., zmieniła się w jeden wielki chaos, którym rządzą najgorsze z możliwych neoobyczaje oraz osoby, które kiedyś nazwalibyśmy "osobami o wątpliwej reputacji". Nasze czasy można scharakteryzować tak, że im większe dziwactwo staramy się przeforsować, tym bardziej jest ono aprobowane.

Nie tylko względy moralne odgrywają tu rolę. Najważniejsze się kwestie ekonomiczne. Kryzys, stymulowany przez katastrofalną politykę fiskalną Europejskiego Banku Centralnego, spadłby niechybnie na nasz kraj. Ponadto, nasza i tak wycieńczona gospodarka pogrążyłaby się w recesji, ponieważ siły ekonomiczne naszego kraju musiałyby dostosować się do kursu europejskiej waluty, który jest sterowany przez najważniejsze gospodarki Eurolandu - Niemcy i Francję. 

No i ten aspekt niepodległości. Podstawą każdego kraju jest własna waluta. I nie mają sensu tutaj jakiekolwiek oświadczenia o współpracy, która nie ma zabierać nam suwerenności. To nieprawda. Każdy rodzaj podległości komukolwiek, zwłaszcza w kwestii finansowej, wiąże się z odebraniem nam cząstki samostanowienia. Zatem, chcemy być Polakami - nie bratajmy się z eurokratami!

Awantury o pedofilię

Co jakiś czas wyskakują jak królik z kapelusza kolejne afery seksualne z księżmi w tle. Szczerze mówiąc, każdego dnia jakieś mainstream'owe media odnajdują jakąś aferę. Zbiera się w studio kilka osób i piętnują tę aferę z taką zaciętością, z jaką strażnicy obozów koncentracyjnych dręczyli więźniów. Takie sytuacje całkowicie dezawuują percepcję Kościoła w społeczeństwie i wpływają na wzrost nastrojów antyklerykalnych, co z kolei wpływa na zmianę tożsamościową pokolenia, o ile całkowicie niszczy dorobek poprzednich lat.

Rozumiem, że te afery wstrząsają ludźmi, ale czy jest sens, by aż tak to piętnować? Wiele afer ujrzało już światło dzienne i nie rozumiem, po co rozdmuchiwać ten problem. Nie chcę tuszowania go, ale takie wiadomości, poza narzeczem ideologicznymi, nie wnoszą nic. Problem jest - należy go rozwiązać. Nie wiem jak - nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, ale wszelkie wysiłki wśród wiernych, ale także od ogółu społeczeństwa powinny zmierzać do tego, by więcej takich zachowań nie miało miejsca.

Polska oparta na katolickiej tradycji jest jednym z filarów istnienia państwowości. A ciągłość tradycji jest istotna dla utrzymaniu Polski w obecnym kształcie społecznym i kulturowym oraz w zapobieżeniu wdzieraniu się do Polski trendów nihilistycznych. Dlatego nie likwidujmy problemu, odbierając Kościołowi należne mu miejsce w społeczeństwie, ale sami próbujmy go rozwiązać poprzez odnowienie moralne.

wtorek, 23 września 2014

Spór wokół prof. Kieżunia

Całe polskie środowisko prawicowe jest wstrząśnięte artykułem pp. Gontarczyka i Wojciechowskiego w najnowszym "Do Rzeczy" dotyczącym współpracy prof. Witolda Kieżunia ze Służbą Bezpieczeństwa. Od razu po publikacji artykułu rozpętała się wojna pomiędzy obrońcami jednej i drugiej strony. Według zwolenników artykułu, społeczeństwo ma prawo usłyszeń nieznane fakty z życia wielkich osobistości, natomiast według krytyków jest to podważanie autorytetu społecznego szacownej osoby.

Co do jednego faktu powinniśmy być bezsporni - prof. Kieżuń jest osobą, która zawsze działała pro publico bono. To patriota, walczący podczas powstania warszawskiego i całym swoim życiem świadczący prawdę i walkę o przyszłość naszego kraju. Tym bardziej może szokować nas fakt, co takiego stało się, że ta współpraca została podjęta. Chyba każdy z nas jest przekonany, że prof. Kieżuń nie zwrócił się dobrowolnie do agentur SB o nawiązanie kontaktu.

Niemniej jednak, współpraca została nawiązana i formalnie Kieżuń był osobowym źródłem informacji, mimo iż tych informacji nikomu nie dostarczał. W tej sytuacji tylko jeden aspekt postępowania prof. Kieżunia mnie zasmuca - że o tej współpracy nie dowiedzieliśmy się bezpośrednio z jego ust.

Ukraina wycofuje wojsko

Na podstawie mińskiego memorandum armia ukraińska wycofuje się z frontu. Wszystko dzieje się zgodnie z ustalonym planem utworzenia 15-kilometrowej strefy buforowej, która ma dzielić oba państwa w trakcie rozejmu. Nie wiadomo nic na razie o ruchach separatystów, ale śmiało można przypuszczać, iż nie zastosują się do tych zarządzeń. Prawdopodobnie zatem mamy kolejny odwrót Ukrainy, która rozpaczliwie próbuje ratować sytuację. 

Mimo iż wszystko jest prowadzone zgodnie z traktatami i rzeczywiście można traktować takie zachowanie Ukraińców jako respektowanie i stosowanie się do dokumentów, wtajemniczeni i wszyscy politycznie myślący ludzie zdają sobie sprawę, że to koniec wschodniej Ukrainy. Brak zastosowania separatystów do traktatu świadczy o tym, iż prędzej czy później ruszą oni na tereny strefy buforowej, powiększając swoje republiki ludowe. W ten sposób będziemy mieli kolejną nieformalną aneksję. 

Poroszenko przegrał. Donbas już nie należy do Ukrainy i należy się z tym pogodzić. Myślę, że sytuacja jest uspokojona. Nie wierzę, by Putin był aż tak szalony, by atakować tereny Ukrainy zachodniej, na której Rosjanie stanowią śladowy procent ludności. Wydaje mi się, że to ostatnie podrygi Rosji. Argentyna, która atakowała w latach 80. Falklandy też je zajęła. A pamiętacie Państwo, jak skończyła?

poniedziałek, 22 września 2014

Sarkozy wraca do polityki

W końcu do prasy trafiło oficjalne oświadczenie byłego prezydenta Francji o kandydowaniu na przewodniczącego UMP. Jak spekulują politolodzy, jest to pierwsza część planu, mająca służyć walce o fotel prezydencki we Francji za 2 lata. Są na to duże szanse, ponieważ obecna głowa państwa, Francois Hollande, w sondażach popularności pikuje coraz bardziej w dół. W ostatnim miesiącu ufało mu tylko 13% rodaków.

Czym Hollande zaskarbił sobie niechęć społeczeństwa? Przede wszystkim problemami gospodarczymi. Tak chwalony przez niego socjalizm kompletnie nie sprawdził się. Tak jak i w każdym innym miejscy na ziemi, w którym był wprowadzany. Francuzi coraz bardziej zdają sobie sprawę, że problemy Francji za prezydentury Sarkozy'ego to była pestka wobec recesji zafundowanej przez Hollande'a. Nad Sekwaną pragną powrotu do wolnorynkowych ideałów i odnowienia gospodarki narodowej.

Sarkozy ma bardzo duże szanse na wygranie wyborów na szefa partii, ponieważ jest medialny i bardzo popularny. I twierdzę, że jeżeli w 2016 stanie do walki o prezydenturę pokona Hollande'a. Nie tylko medialnością, prezencją i obyciem w świecie, czego Hollande'owi brakuje, ale przede wszystkim dlatego, iż społeczeństwo francuskie wyleczyło się z socjalizmu, czego sobie i Państwu życzę.

Włącz myślenie!

Dziś na Onecie można przeczytać wiadomość, która opowiada o osobach, które potrafią w obozie Auschwitz robić zdjęcia na tle tragicznych miejsc, przy których żywota dokonywali nasi przodkowie. Wszystko byłoby dobrze i można potraktować jako pamiątkę z tego miejsca, gdyby nie fakt, iż młodzi ludzie... uśmiechają się, robiąc tzw. selfie.

Skąd się bierze ta znieczulica? Pomijam tak prymitywne kulturowo narody jak Ameryka, ale nawet u nas w Polsce lub, co ciekawe, nawet izraelska młodzież w taki sposób dokumentuje swój pobyt w takich miejscach. Dlaczego wszyscy ci, którzy tam przyjeżdżają, czują się jak na wycieczce i nie mają świadomości odpowiedzialności za czyny? Wiem, jaka jest dzisiejsza młodzież i ja, jako przedstawiciel młodego pokolenia zupełnie się z nią nie identyfikuję, dlatego może mi być wstyd, ponieważ ja nigdy nie odważyłbym się na takie zachowanie. Nie dlatego, że nie wypada, ale dlatego, że doskonale zdaje sobie sprawę, co działo się w tych miejscach. Naszym zachowaniem powinniśmy oddawać szacunek wszystkim poległym. Tym bardziej, iż nikomu oni nie zawinili.

Brak mi słów, by inaczej opisać to, co widziałem w tym newsie. W jakim kierunku zmierza ten świat? Trzeba jakiegoś moralnego odnowienia, tchnięcia ducha w tych ludzi, by w końcu wszystko powróciło na swoje miejsce.

niedziela, 21 września 2014

Amerykanie chcą secesji

Jeszcze nie umilkły echa referendum niepodległościowego w Szkocji, a tu pojawiają się kolejne doniesienia. Ponad 25% Amerykanów pragnie, by odłączyć się od rządu federalnego i dać prawo bytu państwowego stanom przez siebie zamieszkałym. Według ludzi optujących za takim rozwiązaniem, prowadzi do tego polityka Baracka Obamy, który przeprowadza reformy na wzór socjalistycznych. 

Ameryka od momentu swojego istnienia jest oparta na wolnorynkowych zasadach. To one zapewniły jej rozwój i dobrobyt. Każda siła wprowadzenia socjalizmu jest nie tylko, według Kodeksu, przestępstwem, lecz także jest potępiana przez społeczeństwo. To dlatego USA rozwijają się, a Europa odchodzi w niebyt. Podczas gdy tam triumfują zasady wolnej konkurencji i dzięki nim rozwija się państwo, o tyle Zachód pod względem gospodarczym zwija się.

Niemniej jednak, nastroje separatystyczne, które dotyczą co czwartego Amerykanina podważają naszą wiarę w jego działania jako sojusznika. Skoro ten kraj jest niestabilny wewnętrznie to czy może on być skutecznym gwarantem naszej polityki zagranicznej? Porzućmy tę szkodliwą służalczość interesowi Stanów i zacznijmy myśleć samodzielnie o własnym losie. I nie oglądajmy się na tych Amerykanów. Wystarczy tylko popatrzeć na naszą historię. Czy my byliśmy kiedykolwiek dla nich ważni? Nie. I nigdy nie będziemy.

Idziemy do samorządów!

Dzisiejsza konferencja Prawa i Sprawiedliwości w Łodzi przyniosła nowe tchnienie w polską politykę samorządową. Tysiące przedstawicieli partii zebranych na jednym kongresie jest zgodnych co do jego postanowień - Polskę po tych 7 latach tragicznych rządów trzeba ułożyć na nowo. Pierwszym etapem tej odnowy mają być wybory samorządowe, które pozwolą odnowić strukturę władz lokalnych. Mimo iż ryba psuje się od głowy, należy spodziewać się, iż to oddolne tchnienie świeżości politycznej pomoże wyprowadzić polskie samorządy z upadku, a sam fakt zwycięskich wyborów samorządowych będzie działał motywująco na Polaków w maju i listopadzie przyszłego roku, kiedy znowu ruszymy do urn.

Program zaprezentowany przez Prawo i Sprawiedliwość jest kompleksowym kompendium na temat problemów państwa polskiego. Likwidacja do minimum korupcji w sektorze państwowym jest pierwszym krokiem do odnowy życia społecznego w Polsce, znieczulonego na wszelkie narodowe przywary. Ponadto ujednolicenie gospodarcze i nadanie wszystkim obywatelom równych praw co do tworzenia działalności gospodarczych jest fundamentalnym prawem człowieka, które może pomóc Polsce w generowaniu naszego PKB i PNB. Także postulat dwukadencyjności pozwoli  dokonać sanacji życia politycznego w Polsce, ponieważ żaden człowiek nie będzie na stałe przywiązane do jednego stołka. 

To tylko część, najważniejszych moim zdaniem, postulatów kongresu. By móc wcielić je w życie należy 16 listopada oddać głos na listę PiS. Tak mało i tak dużo zarazem, by móc podnieść Polskę z kolan. Wszystko w naszych rękach!

sobota, 20 września 2014

Wszystko zaczyna się w Łodzi

Dziś o godz. 12:00 w Łodzi Prawo i Sprawiedliwość zainauguruje kampanię wyborczą do wyborów samorządowych. Zostanie tam również przedstawiony całościowy program partii, który będzie obowiązywał wszystkich kandydatów wystawionych w wyborach. Widać, że PiS ma poważne zamiary co do zwycięstwa w całej Polsce; wszak jest pierwszą partią, która zdecydowała się na taki krok, mimo iż do wyborów zostało jeszcze 2 miesiące.

Trudno powiedzieć, jak będzie wyglądała inauguracja. Można przypuszczać, iż odbędzie się z wielką pompą, w podniosłym nastroju i pełnym zaangażowaniu wszystkich uczestników. Niemniej jednak, sam pomysł rozpoczęcia kampanii jako pierwsza partia uważam za trafny. Ten fakt pozostanie w pamięci wyborców jako walka o przyszły elektorat. Takie zachowanie może zaprocentować. Najważniejszym teraz jest, by program przedstawiony przez PiS był spójny i merytoryczny.

Zapraszam Państwa do śledzenia relacji z inauguracji. Miejmy nadzieję, że w końcu nastanie "Czas na zmiany!".

Moda na separatyzm

Zauważyli Państwo ciekawy trend ostatnio? W trakcie kampanii dot. szkockiego referendum niepodległościowego głos zabrała Walia, której ostatnio też zachciało się samostanowienia. Jakby tego było mało, to pojawiają się sugestie, by w Katalonii zorganizować plebiscyt, w którym mieszkańcy regionu wyraziliby zdanie, czy organizacja referendum ma jakikolwiek sens. Według władz Katalonii, takie zachowanie ma poprzedzić właściwą decyzję odnośnie ewentualnego przeprowadzenia głosowania w tej sprawie. Tu, w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii, rząd federalny jest jednak przeciwny wszelkim próbom sondowania nastrojów społecznych w tej sprawie.

Skąd nagle zapanowała moda na tego typu zjawiska? Czy nagle zwiększyła się świadomość narodowa mas? Być może. Jednak znacznie bardziej prawdopodobną przyczyną jest frustracja. Ludzie mają zwyczajnie dość nieudanych rządów, kryzysów, wszelkiego rodzaju krachów gospodarczych i innych problemów, na jakie nieustannie narażone są wszystkie kraje na swej politycznej drodze. Chcą w końcu władzy w swoje ręce, chcą sami przekonać się, jak to jest być w pełni odpowiedzialnymi za swoją ziemię i innych. Inną kwestią jest fakt, iż często takie myślenie prowadzi i tak do sytuacji sprzed wyboru, ale to na ten moment nikogo nie obchodzi.

Swoją drogą, czyż nie paradoks? Kiedyś o powstaniu kraju mówiło się w kontekście własnej państwowości, ambicji, miłości do ojczyzny, tradycji. A teraz? Wszyscy patrzą na problem z punktu widzenia materialnego i ekonomicznego. W jakich czasach przyszło nam żyć...?

piątek, 19 września 2014

Rząd "jedności narodowej"

Rząd Ewy Kopacz nie jest nowym w polskiej polityce. Taki wniosek można wyciągnąć po zaprezentowaniu kandydatów na szefów resortów i odpowiedziach na pytania zadawane przez dziennikarzy. Połowa gabinetu to ludzie, którzy już wcześniej zajmowali ważne stanowiska w rządzie, natomiast 25% to ludzie zajmujący inne stanowiska. Nowych twarzy jest zaledwie kilka, przy czym już pojawiają się spekulacje, iż stanowiska zostały podarowane ze względu na zażyłość. 

Czy tak ma wyglądać merytoryczny rząd? Śmiem wątpić. Skoro sama premier plącze się w odpowiedziach podczas konferencji prasowej lub odpowiada na nie w sposób nader infantylny, to czy może świadczyć to dobrze o przyszłości polskiej polityki? Niektórzy piszą już, zwłaszcza na Twitterze, o tym, że te 100 dni będzie najśmieszniejszym w ich życiu lub o tym, że Putin śmiało może wkraczać do Polski po tej konferencji. Ta dawka czarnego humoru może w przyszłości sprowadzić na nas ogromne problemy.

Nie pozostaje nam na razie nic innego jak czekać na ewentualne posunięcia. To dopiero po nich poznamy, w jak głębokim dołku się znaleźliśmy.

Schetyna szefem MSZ?

Dziś w mediach pojawiły się nieoficjalne pogłoski na temat przyszłych członków rządu premier Kopacz. Pośród nich, jako kandydat na stanowisko ministra spraw zagranicznych, widniało nazwisko Grzegorza Schetyny. Większość politologów oceniła to jako wielki comeback osoby spychanej przez Donalda Tuska na partyjny margines. To on właśnie odsunął Schetynę od krajowej polityki, to on odebrał mu szefostwo w partii na Dolnym Śląsku i to on miał doprowadzić do jego ostatecznego upadku.

Widać jednak, że wierna uczennica byłego premiera Tuska nie wzięła sobie jego słów - i czynów - do serca, przywracając Schetynę na piedestały polskiej polityki. Wyobrażam sobie, jak bardzo Tusk musi być rozwścieczony tą wiadomością. Dzieło kilku lat przyszła premier zniszczyła w kilka chwil. To bardzo niepokojące wieści dla przyszłego prezydenta Rady Europejskiej, ponieważ po okresie europejskich wojaży może mieć utrudniony powrót do krajowej polityki. A wszystkiemu może być winny ten słaby Grześ Schetyna.

Mimo iż ten rząd w obecnym kształcie porządzi zaledwie rok, to nie można zapominać, iż od jego postawy zależy wynik przyszłych wyborów parlamentarnych. W dzisiejszym sondażu PO znalazł się daleko przed PiSem w stosunku 38% do 33%. Teraz możemy tylko czekać na to, co się stanie. Czy polityka premier Kopacz podniesie te notowania czy obniży? Mam nadzieję, że spełni się ten drugi wariant.

czwartek, 18 września 2014

Walka o taśmy

Wczoraj Prawo i Sprawiedliwość złożyło wniosek o utworzenie komisji śledczej ws. afery taśmowej. Jest jednak niemal pewnym, iż wniosek ten zostanie odrzucony niemal natychmiastowo. Trudno się dziwić, wszak każdy ukrywa swoje ciemne sprawki i nie chce, by one kiedykolwiek ujrzały światło dzienne, nawet dla wąskiej grupy ludzi. Mimo iż większość Polaków zna przebieg rozmów mniej lub bardziej dokładnie, Platforma nie dopuści do dalszej eskalacji nastrojów antyrządowych.

Retoryka przedstawiana przez obóz rządzący jest o tyle śmieszna, o ile groteskowa. Zamiast skupić się na to, o czym opowiadają rozmowy m.in. w restauracji Sowa & Przyjaciele, przekształcono ją na atak w stronę tego, kto dokonał tego czynu. Wydaje mi się, iż dochodzenie prawdy jest najistotniejszym celem, nawet jeśli trzeba by użyć środków niezgodnych z prawem, a nawet sumieniem. Prawda jest celem nadrzędnym i jej osiągnięcie jest celem samym w sobie, który usprawiedliwia środki.

Tymczasem mamy teatrzyk pod tytułem troski o państwo. Nie wiem, jak Państwa, ale mnie już to nie śmieszy, a zaczyna mnie żenować. Jak długo będziemy musieli czekać, aż w końcu ta groteska się zakończy?

Rubel coraz słabszy

Dziś pojawiła się informacja przyprawiająca jednych o rumieńce, a drugich o dreszcze. Otóż na rosyjskiej giełdzie wyprzedano dziś akcje o łącznej wartości 15 miliardów dolarów, dzięki czemu rubel spadł o kilkanaście procent w dół. Inwestorzy, w obawie przed tragiczną polityką fiskalną Putina, zaczynają powoli wycofywać swój kapitał z kraju nad Wołgą. Jednocześnie indeksy giełdowe większości państw na świecie wzrosły o mniej więcej 0,5%. Na tym tle dobrze wyglądał nasz WIG20, który osiągnął na zamknięciu 0,63%.

Ta sytuacja jest reakcję na informację o zwiększeniu przez Rosję wydatków na zbrojenia, które są zapisane w budżecie Rosji na lata 2015 - 2017. Po tej informacji prezydent Rosji stał się w oczach przedsiębiorców szaleńcem, który stawia interes polityczny nad gospodarczy. Oprócz wspomnianych wcześniej spadków na giełdzie, w dół poleciały także ceny ropy (dziś płacono 95$ za baryłkę) oraz gazu ziemnego, co stawia gospodarkę rosyjską w bardzo ciężkim położeniu. 

Co spowodowało tak tragiczne wyniki wskaźników ekonomicznych? Odpowiedź jest jedna - zaangażowanie w wojnę z Ukrainą. Nie dość, że Rosję traktuje się jako kraj agresora, to teraz także uważa się ją za kraj ekonomicznych szaleńców i ignorantów w tej dziedzinie. Teraz musimy czekać na sygnały. Czy rosyjska gospodarka odbije się od dna czy nie? Dziś jest to kolejna wielka niewiadoma.

środa, 17 września 2014

500 wyświetleń w 5 dni!

Jeszcze nie minął 5. dzień mojego blogowania, a tu dziś przekroczona została połowa tysiąca łącznych wyświetleń mojego bloga! Serdecznie dziękuję Państwu za regularne czytanie moich tekstów. To dla mnie niesamowity zaszczyt mieć tylu stałych czytelników. Mam nadzieję, że ich liczba będzie stale wzrastać.

Dziękuję za zaufanie!

Podzielili Ukrainę

Decyzja Petra Poroszenki, nadająca Donbasowi specjalny status ekonomiczny i polityczny, jest według Kijowa odpowiedzią na zaogniające się walki na wschodzie kraju. Mimo iż ta sytuacja jest tak odbierana przez tamtejszych parlamentarzystów i społeczeństwa, to de facto jest przyznaniem się do porażki i ustąpieniem na rzecz żądań prezydenta Rosji.

W ten oto sposób cofniemy się do sytuacji sprzed Majdanu. Jaka była Ukraina Janukowycza? Wschód i zachód ciągle się ze sobą gryzły, jedna strona była radykalnie prorosyjska, druga proeuropejska, w jednej przeważali Rosjanie, w drugiej Ukraińcy. Wszelkie te uwarunkowania sprawiały, iż specjalnym statusem cieszył się wschód, który nierzadko pogardzał częścią po drugiej stronie Dniepru. Czy teraz, gdy na nowo nadaje się specjalne uprawnienia, nie powracamy do kontynuacji polityki byłego prezydenta Ukrainy? W jakim duchu była prowadzona rewolucja majdanowska? Chciano odsunąć od życia publicznego obywateli zza wschodniej granicy, przyłączyć się do Unii i rozszerzać europejski przyczółek na kolejne kraje Europy i tym samym tworząc gospodarczy kordon sanitarny wokół Rosji. Tymczasem, powracamy do status quo, co do umowy stowarzyszeniowej cały czas są wysyłane sprzeczne sygnały, a Zachód powoli przestaje popierać dążenia proeuropejskie Kijowa.

W tej sytuacji ciekawy będzie następny krok Putina. W tej sytuacji może zażądać więcej - zbrojnie wcieli wschodnią Ukrainę, ponieważ wyczuje słabość. Może także zadowolić się tym, co dostanie teraz, jednak widmo umowy stowarzyszeniowej i utraty takiego rynku zbytu, jakim jest Ukraina, jest zbyt kosztowne, by to poświęcić.

Efekt Tuska niezauważalny

W najnowszym sondażu opracowanym przez TNS Polska Prawo i Sprawiedliwość znalazło się na pierwszym miejscu z wynikiem 31% głosów. Za PiSem znajduje się Platforma Obywatelska z wynikiem 27%. Do Sejmu weszłyby jeszcze: Sojusz Lewicy Demokratycznej z 10%, Polskie Stronnictwo Ludowe z 7% i Kongres Nowej Prawicy - 5%. Mimo iż jest to sondaż publikujące nastroje społeczeństwa niedługo po zakończeniu wakacji, możemy dostrzec zaskakujące - choć dla wielu niekoniecznie - tendencje związane z obecną sytuacją polityczną kraju.

Przede wszystkim nie podziałał tzw. efekt Tuska, który miał stymulować wzrost poparcia dla PO w trudnym okresie straty wyborców po aferze taśmowej. Ten sondaż odzwierciedla jednak nieufność społeczeństwa co do tej sytuacji i dalszą dezaprobatę polityki partii rządzącej. Taki obrót sprawy stawia w trudnym położeniu PO przed wyborami samorządowymi. Jeżeli Platforma przegra je, otworzy tym samym drogę PiSowi do marszu po władzę - wzmocni pozycję partii przed majowymi wyborami prezydenckimi i da nadzieję na zwycięstwo w parlamentarnych. 

Jest także drugi aspekt sondażu - nieufność co do możliwości Ewy Kopacz. W sondażu, w którym pytano Polaków o to, czy przyszła premier poradzi sobie na nowym stanowisku, negatywnie odpowiedziało prawie 60% badanych. Platforma Obywatelska staje się zatem coraz mniej atrakcyjną siłą w społeczeństwie i tym samym wszystkie polityczne oczy zwracają się na Prawo i Sprawiedliwość jako jedyną realną opozycję w obecnym czasie. Czy w końcu zdobędzie miano partii tworzącej rząd? Pożyjemy, zobaczymy.

wtorek, 16 września 2014

Koniec korwinowskiej rewolucji

W dzisiejszym wydaniu dziennika "Rzeczpospolita" możemy przeczytać informację o konflikcie, który targa Kongresem Nowej Prawicy. Według gazety, grupa prominentnych działaczy tej partii postanowiła zorganizować się przeciwko Korwin-Mikkemu i odebrać mu władzę. Taka sytuacja doprowadziła do polaryzacji środowiska i grozi tej partii rozpadem na dwa obozy: zwolenników rządów Korwina i tych, którzy chcą go usunąć.

Swego czasu, jeszcze jako działacz w Radomiu, miałem niemiłe przejścia z osobami z tamtejszych kręgów. Wtedy to postawiłem krzyżyk na tej partii. Zdałem sobie sprawę, że polityka zmienia człowieka. Mimo wszechobecnych u korwinowców haseł odpartyjnienia Polski i wszechogarniającej wolności, brudne zwyczaje gry politycznej zaczęły wkraczać także i do tego środowiska. Czas tylko potwierdził moje przypuszczenia. Co ciekawe, pierwsze doniesienia o kryzysie rozpoczęły się... 26 maja, czyli dzień po wyborach do Parlamentu Europejskiego, w których KNP zdobyło 7% i zgarnęło 4 mandaty.

Widać wyraźnie, że w dzisiejszym czasie nie ma alternatywy dla środowiska prawicowego. KNP powoli się rozpada, Ruch Narodowy jest za mały, tak jak i reszta drobnych partii, które albo połączyły się z Prawem i Sprawiedliwością, albo prowadzą polityczne życie na krawędzi przetrwania. Czy zatem nie warto skupić się wokół PiSu i w ten sposób zmieniać kraj?

Początek końca Platformy

Dziś w mediach ukazała się informacja, iż koalicjant Platformy Obywatelskiej - Polskie Stronnictwo Ludowe - postawiło warunki co do osób mających obsadzić stanowiska ministerialne. Szefostwo tej partii wymieniło kilka nazwisk polityków, które są uważane za persona non grata i nie uzyskają akceptacji władz koalicjanta. Trudno się dziwić. Po cudach trwających 7 lat PSL nie chce brać współodpowiedzialności za to, co przez ten czas działo się w polskiej polityce. Tak nawiasem, nie zostanie im zapomniane głosowanie na szkodę Polski i jej obywateli w kilku strategicznych sytuacjach, ale to już zadanie dla przyszłego rządu Prawa i Sprawiedliwości.

Wszelkie wymiany personalne można puścić kantem. Poza jedną. PSL domaga się stanowiska ministerialnego dla... Grzegorza Schetyny. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż przez ostatnie lata Schetyna był odsuwany od głównego nurtu personalnego Platformy. Taka decyzja jest policzkiem dla wyjeżdżającego Tuska, który uważał go za najistotniejszego konkurenta w ewentualnej walce partyjnej. Jednak on nie ma już wpływu - namacalnego, oczywiście - na polską politykę. Jeżeli Ewa Kopacz przystanie na te warunki - a na chwilę obecną nie ma wyjścia, ponieważ brak zgody oznacza rozpad koalicji i przedterminowe wybory - to będzie wyraźny sygnał dla wszystkich członków partii rządzącej, iż dawna epoka minęła.

A stąd już prosta droga do podważenia autorytetu Kopacz wśród partyjnych kolegów i podziału partii. Tu nawet nie pomoże Sikorski, który jest kreowany na Marszałka Sejmu, ponieważ również nie jest lubiany. Oczywiście mnie taki obrót sytuacji cieszy. Mam nadzieję, że także wszystkich Polaków.

poniedziałek, 15 września 2014

Sztokholm na nowym kursie

Wstępne sondaże z dzisiejszych wyborów parlamentarnych w Szwecji wskazują na zwycięstwo socjaldemokratycznej koalicji, która z wynikiem 43 % przejmie stery państwa. Dotychczasowo rządzący blok prawicowy przegrał wybory i zgarnął 34% głosów. Niespodzianką dzisiejszej batalii jest jednak partia Szwedzcy Demokraci, która zdobyła 10 % głosów i podwoiła poparcie sprzed 4 lat.

Co w tym dziwnego? Szwedzcy Demokraci są jedyną partią, która sprzeciwia się luzowaniu polityki emigracyjnej. Niewykluczone, że koalicja socjaldemokratyczna będzie musiała dokoptować sobie właśnie tę partię jako koalicjanta (według Konstytucji, by utworzyć gabinet należy mieć co najmniej 50 % poparcia w wyborach). Taka sytuacja wytworzyłaby z pewnością nowy trend w Szwecji, zmienny od dotychczasowych upodobań imigracyjnych kraju.

Rzecznik Szwedzkich Demokratów zapowiedział, że podstawowym warunkiem koalicji jest zaostrzenie ustaw imigracyjnych. Widocznie sytuacje z udziałem islamistów na całym świecie skłoniły część społeczeństwa stojącego za tą partią do zmiany toku myślenia i postawienia na obcokrajowcach pochodzenia arabskiego krzyżyka. Trudno się dziwić. Nawet z tego spokojnego skandynawskiego kraju dochodziły do nas głosy o tamtejszych incydentach z udziałem muzułmanów.

Miejmy nadzieję, iż Szwedzcy Demokraci wpłyną na politykę imigracyjną Szwecji i jako pierwsi przyznają się do porażki swoich koncepcji. W dzisiejszych czasach niepokoju jest to dla nas niezwykle ważne.

niedziela, 14 września 2014

Strzeżmy się dżihadystów

Po raz kolejny obiegła świat informacja o egzekucji wykonanej przez dżihadystów, tym razem na Brytyjczyku. Fala przemocy wspieranej czynnie przez islamistów rozlewa się na kolejne kraje ubogich regionów Bliskiego Wschodu i Afryki: najpierw w Iraku powstało państwo ISIL, potem rozpoczęły się walki w Nigerii, a niedawno rozgorzała batalia w Libii. Coraz szerszy zasięg tych działań wymusza na nas konieczność podjęcia działań, które będą miały na celu unicestwienie tych zagrożeń w zarodku.

Ostatnimi czasy, islam przybrał bardzo wojownicze oblicze. Widać to choćby po zasłyszanych informacjach o egzekucjach na Brytyjczykach, Francuzach, Szwedach w tych państwach. Już teraz w Europie mamy ogromne skupisko muzułmanów, którzy coraz śmielej poczynają sobie na naszym kontynencie. W związku z tym stanowią dla nas ogromny problem. Jeżeli nie podejmiemy jakichkolwiek kroków w celu unicestwienia problemu, są oni w stanie zagrozić istnieniu naszej łacińskiej cywilizacji i sprowadzić nas do roli swoich poddanych. Istniejące teraz państwa znikną z powierzchni ziemi, a na ich miejsce zostaną powołane kalifaty, które będą rządzone prawem szariatu. Zastanówmy się, czy chcemy rozwoju takiej sytuacji także u nas, w Polsce.

Prezydent USA, Barack Obama, zadeklarował intensyfikację nalotów na strategiczne pozycje dżihadystów w Iraku. To zdecydowanie za mało. Trzeba powstrzymać nie tylko tę, ale także inne, kiełkujące rebelie w wielu krajach świata. Tylko w taki sposób możemy zabezpieczyć naszą przyszłość przed islamskim problemem. Szkopuł jest jednak taki, iż mało kto ten problem zauważa.

Prawica idzie razem!

Z pewnością obił się Państwu o uszy fakt, iż jakiś czas temu miał miejsce kongres zjednoczeniowy pomiędzy Prawem i Sprawiedliwością, Polską Razem i Solidarną Polską. Była to niezwykle interesująca wiadomość dla środowiska politycznego w Polsce oraz bardzo optymistyczna dla środowisk prawicowych w naszym kraju. Po wielu sprzeczkach i wspólnym oskarżaniu się potrafiono znaleźć wspólny język i przezwyciężyć wszelkie istniejące problemy w obliczu wspólnego celu - naprawy Polski.

Mimo iż ta integracja postępuje niezwykle powolnie, to należy wyrazić zadowolenie z tego, iż w końcu została rozpoczęta. W Polsce coraz wyraźniej zauważane jest prozachodnie lobby, które jest w stanie doprowadzić Polskę na skraj upadku, unicestwić jej wartość i najważniejsze tradycje. Koalicja trzech partii prawicowych przy odpowiednio budowanych podstawach jest w stanie odwrócić ten proces i sprowadzić Polskę na właściwe tory. 

Istnieje tylko jeden problem. Nie wszyscy Polacy przekonują się do tej koalicji, ponieważ twierdzą iż nic ona nie zmieni. Takie myślenie to błąd. Połączenie środowisk konserwatywnych złożonych z różnych, ale podobnie myślących przedstawicieli tchnie w polską politykę nowego ducha. Zmieni nieco nastawienie elektoratu, który pośród doświadczonych parlamentarzystów pozna nowe twarze, młode, które będą wykonywały tytaniczną pracę z myślą o innych pokoleniach. 

Miejmy nadzieję, iż już teraz rozpoczął się ten proces, a w pełni zaowocuje w trakcie wyborów. Zarówno samorządowych, prezydenckich, jak i parlamentarnych. Wierzę w to głęboko i mam nadzieję, że Państwo również.

sobota, 13 września 2014

Polska gazową potęgą?

Ostatnimi czasy powrócił do przestrzeni publicznej temat gazu. Związane to było z przykręceniem kurka z surowcem przez Rosję. W tej sytuacji należy się zastanowić nad przyszłością energetyczną i bezpieczeństwem w tejże dziedzinie. Czy Polska musi być koniecznie uzależniona od rosyjskiego gazu? Czy brakuje nam możliwości dywersyfikacji surowca lub przynajmniej częściowego uniezależnienia się od zagranicznego importu?

Otóż chciałbym powiedzieć, że nasz kraj posiada wszelkie przymioty do tego, byśmy potrafili prowadzić własną politykę surowcową bez potrzeby oglądania się na inne państwa. Nie zapominajmy o pokładach gazu łupkowego, który, przy odpowiednim zainwestowaniu w infrastrukturę wydobywczą, spokojnie wystarczy nam na okres kilkudziesięciu lat. Problem jest tylko taki, iż obecny rząd nie potrafi odpowiednio zabrać się za ten problem i skazuje nas na wyższe ceny od hurtowych w zakupie surowca zza wschodniej granicy.

Taka strategia jest niezwykle droga, więc właściwym w tej sytuacji byłoby uprzednie zdywersyfikowanie źródeł gazu i rozwijanie długotrwałej strategii gospodarczej. Przecież mamy do dyspozycji także gaz norweski. Czy zatem nie można zawrzeć z tym państwem umów, które będą pozwalały na przesył takiej ilości gazu, która zaspokoi nasze połowiczne zapotrzebowanie na surowiec? Czy nie byłby to odpowiedni argument do negocjacji z rosyjskimi władzami o obniżeniu ceny gazu? 

Racjonalna polityka surowcowa jest jednym z wyzwań, które musi przedsięwziąć rząd polski, aby nasz kraj mógł prawidłowo się rozwijać. Wierzę, iż w niedługim czasie zostanie opracowany kompleksowy plan naprawy polskich źródeł energii, który pozwoli nam samodzielnie decydować o swoim energetycznym bezpieczeństwie.

Lasota kandydatem PiS na prezydenta Krakowa

To już pewne. Marek Lasota będzie kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta Krakowa. Po długich perturbacjach związanych z niemożnością wystawienia kandydata przez krakowski PiS mamy w końcu nazwisko człowieka, który stanie do boju z Jackiem Majchrowskim o szefowanie stolicy Małopolski. Ta kandydatura jest tym ciekawsza, iż pan Lasota jest radnym. Z listy Platformy Obywatelskiej.

Nie był on jednak członkiem tej partii. Mimo iż z Platformą współpracuje ok. 10 lat nie należy zapominać, iż w 2002 r. wystartował ze wspólnej listy PO-PiS. Tak, kiedyś istniała taka lista. Paradoksalnie, jego umizgi z PO mogą tylko dopomóc PiSowi. Będzie to bowiem wyraźny sygnał dla wyborców Platformy, że ta partia nie zdobywa szerszego poparcia w społeczeństwie. Skoro nawet radni z tej listy przyłączają się do odwiecznego wroga to coś musi być na rzeczy. Drugim czynnikiem umacniającym Lasotę jest niepopularność Majchrowskiego wśród krakowian. W ostatnim sondażu działania prezydenta Krakowa popierało zaledwie 28% mieszkańców miasta.

Z powyższego wynika, iż druga tura pomiędzy Majchrowskim a Lasotą jest prawie pewna. Wynik poznamy zatem nieco później. Miejmy nadzieję, iż Prawo i Sprawiedliwość odbije stolicę Małopolski z rąk krwiożerczej sitwy.

piątek, 12 września 2014

25 lat pierwszego "wolnego" rządu

Dziś przypada bardzo ważna rocznica. 12 września 1989 r. powstał pierwszy, teoretycznie niekomunistyczny, rząd polski pod przewodnictwem Tadeusza Mazowieckiego. Nie pamiętam tamtych czasów - wtedy jeszcze nie było mnie na świecie - ale sporo słyszałem o nadziejach płynących z tego faktu. Wszyscy uważali, iż od tej pory wszystko będzie takie, jakie być powinno, że w końcu odsuniemy od siebie widmo dyktatury i wszyscy Polacy będą mogli wieść spokojne życie.

Jednak ten rząd, w którym miliony Polaków pokładały nadzieję, nie przyniósł niczego pozytywnego. Nie ukarał komunistycznych zbrodniarzy wydających wyroki podczas stanu wojennego, nie podniósł Polski z kolan po ciężkich czasach kryzysu, a jeszcze bardziej ją upokorzył i wreszcie nie przyniósł spokoju po półwieczu sowieckiej okupacji ziem polskich.

Czy zatem warto obchodzić tę rocznicę, tak jak tę farsę 4 czerwca? Po części, warto. Mamy w końcu możliwości do swobodnego wyrażania myśli, choć teraz to prawo próbuje się nam ograniczyć. Mamy teraz w rękach wszelkie atuty mogące zmienić opisaną rzeczywistość, tylko dziwi mnie, dlaczego z tego nie korzystamy? Dlaczego pomimo tych ciężkich kilku lat nie jesteśmy w stanie usunąć szkodliwego rządu z naszego politycznego podwórka?

Dzisiejszy dzień, tak jak i 4 czerwca, nie może zostać nazwany przez nas dniem sukcesu. On tylko zapoczątkował długotrwały proces ewolucji Polski w kierunku wolności i praworządności. Czas pokaże, czy w końcu my, Polacy, dorośniemy do tego, by móc żyć w dobrze prosperującym państwie polskim.

200 wyświetleń w ciągu dnia!

Jeszcze nie minęła pełna doba istnienia mojego bloga, a tu dziś rano przekroczono 200 wyświetleń. Serdecznie chciałbym Państwu podziękować za poczytność mojego bloga. Ten wynik z pewnością zmotywuje mnie do dalszej pracy, by prezentować Państwu swój punkt widzenia w poszczególnych sprawach. Niemniej jednak, zachęcam do dalszego czytania moich wiadomości. Liczę, że ciągle będą Państwo ze mną. Dziękuję i pozdrawiam.

Walka o wpływy

Kilkanaście minut temu zakończyło się spotkanie przyszłej premier Ewy Kopacz ze Sławomirem Nowakiem. Nietrudno przypuszczać, iż rozmowa ta dotyczyła obsadzania przyszłych stanowisk ministerialnych. Powstała sytuacja jest wybitnym przykładem na hipokryzję działaczy Platformy. Przypomnę, że jakiś czas temu Nowak został wyrzucony ze stanowiska ministra transportu ze względu na tzw. aferę zegarkową. Sam premier Tusk wielokrotnie powtarzał, iż dla Sławomira Nowaka miejsca w Platformie nie ma. Jeżeli teraz przypuszczenia potwierdzą się i Nowakowi zostanie zaproponowane jakiekolwiek stanowisko ministerialne, będziemy mogli otwarcie powiedzieć, iż mimo zmiany szefa rządu, strategia PO nie ulega zmianie.

Jednak sprawa ta ma o wiele głębsze dno niż nam się wydaje. Ta rozmowa to jedynie początek tego, co dzieję się w partii rządzącej. My możemy jedynie domyślać się, o co toczy się gra i z jaką zaciętością przedstawiciele kolejnych frakcji - czy to "schetynowców", czy to "spółdzielców" - wyrywają sobie stanowiska przechodzące z rąk do rąk. Niewątpliwie taka walka musi przyczynić się do osłabnięcia Platformy w najbliższym czasie, co może skutkować rozpadem partii rządzącej na wiele mniejszych bytów politycznych, z których żaden nie będzie miał predyspozycji do przejęcia władzy.

W tej sytuacji pozostaje tylko jedna alternatywa - Prawo i Sprawiedliwość - które po 7 latach powróci do władzy. Stąd już niedaleka droga do rozliczenia poszczególnych polityków za ich czyny i wyciągnięcia Polski na prostą.

Koniec ery tuskowania

Po 7 latach rządów premier Donald Tusk w końcu złożył dymisję na ręce prezydenta Komorowskiego. W świetle kamer i w pełnym rynsztunku swoich partyjnych kolegów, przyszły szef Rady Europejskiej wygłosił pełne pasji przemówienie, w którym podziękował za te kilka lat wspólnej pracy. Chociaż każdy z nas dobrze wie, że w przeciągu tych kilku lat premierowania Tuska było więcej upadków niż wzlotów, telewizja i wszelkie media mainstream'owe potraktują to dzisiejsze wystąpienie jako ukoronowanie wspaniałej działalności, prowadzącej nasz kraj ku dobrobytowi.

Mimo iż do powołania nowego gabinetu przez prezydenta Komorowskiego Tusk formalnie będzie pełnił swoje obowiązki po dawnemu, nie sposób przeoczyć, iż właśnie dziś zakończyła się pewna epoka. Ustępuje najdłużej urzędujący gabinet III RP. Tusk przejął państwo we względnym porządku i harmonii, a zostawia je zdewastowane i przesiąkające powoli zbrodniczym genderyzmem, który coraz dotkliwiej poczyna sobie wśród społeczeństwa.

Po każdej burzy wychodzi jednak słońce. Miejmy nadzieję, że koniec ery Tuska przynosi naszemu krajowi nadzieję na lepszą przyszłość. Że w końcu wyplenimy wszelkie wewnętrzne zło i zaczniemy na nowo kształtować naszą przyszłość. Przyszłość, która nie będzie spowita ciemnymi barwami, a będzie radosna, pełna energii i wspaniała. Tego sobie i Państwu życzę!

Witam serdecznie!

Nazywam się Mateusz Ambrożek i jestem członkiem Forum Młodych PiS w Radomiu. Mam nadzieję, że wszyscy ci, którzy wejdą na mojego bloga, by poznać moje opinie na różne tematy, nie poczują się zawiedzeni. Serdecznie zapraszam do regularnego odwiedzania mojego bloga!